Znajduje się przed mieszkaniem matki.

Głęboko westchnął, wchłaniając w siebie świeże, przesiąknięte wilgocią powietrze.

Dziwnie lekkim krokiem wchodzi na górę.

Tak jak kiedyś, za szkolnych czasów — myśli odruchowo.

Wchodzi do mieszkania.

Przyjmuje go matka z większą niż zwykle czułością.

— Właśnie chciałam pójść do ciebie, Janku — mówi swym miękkim, poczciwym głosem.

Wstrząsnął się.

— Do mnie — powtarza automatycznie.

— No tak, bo przecież myślałam, że dziś... — tu przerywa i spogląda na niego wzrokiem pełnym współczucia.