— Chodź, dziecko moje, no, chodź, pomówimy z sobą o przeszłości. Czemuż nie siadasz? — pociągnęła go lekko za rękaw.
On ciągle stoi nieruchomy, jakby martwy.
— Czy byłeś dziś u niej? — pyta dalej swym dobrym głosem.
On ciągle stoi, jakby nie słuchał.
A ona wstaje, podchodzi do małej szafeczki i wyjmuje z niej wąską kopertę.
Spiesznie zbliża się do syna.
— A widzisz, co ja dzisiaj znalazłam dla ciebie — zupełnie o tym zapomniałam, kiedyś mnie prosił o wszystkie jej listy.
— Ot, to jest taki jej kochany liścik jeszcze z pierwszych czasów.
— No bierzże57, cóż ty tak stoisz bez życia?
— Czyś wcale nie ciekaw?