— Asto, Asto! — krzyczał rozpacznym głosem.

Lecz nie było odpowiedzi.

I znowu poszedł szukać ciężkim, beznadziejnym krokiem...

Wreszcie znalazł — leżała na zrębie lasu, omdlała.

Ujrzał jej suknię na kształt jasnej plamy na czarnym tle ziemi.

Rzucił się ku niej i głosem drżącym ze strachu i radości — „Asto, Asto!” zawołał.

Otworzyła oczy i śniącym wzrokiem spojrzała na niego.

Wziął ją na ręce i zaniósł do domu.

Dostała silnej gorączki i przez kilka dni była nieprzytomna.

Powoli, powoli wracała do zdrowia.