On upadł przed nią na kolana i począł całować jej nogi. Oczy jego były błędne, a twarz jakby nieprzytomna od strachu i bólu.

— Asto, Asto — błagał łamiącym się głosem — nie opuszczaj!

Ona głaskała go cicho po głowie i milczała.

— Asto, zlituj się, nie opuszczaj! Zrobię wszystko, co będziesz chciała...

Ona ciągle milczała.

Wtedy on wybuchnął strasznym, gwałtownym płaczem.

Nie mogła tego słuchać — opadła sztywno na poduszki i głucho, martwo wypowiedziała: „nie opuszczę”.

Rzucił się do niej i w zapamiętałej ekstazie całował jej ręce, nogi, suknię.

Ona leżała nieruchoma.

Od tego czasu upłynęło dwa lata.