I zaczęło się to, co ludzie nazywali wariactwem Asty.
Nie rozmawiała z nim prawie nigdy, ale on był szczęśliwy, że mógł patrzeć na nią swoim spragnionym wzrokiem i od czasu do czasu słyszeć jej głęboki, melodyjny, tajemniczy głos; tylko wydawało mu się, jakby żył przez te dwa lata w jakimś innym świecie...
Aż pewnego dnia stało się.
We drzwiach jego pokoju stanęła Asta w długim, białym płaszczu i przezroczystym szalu na głowie.
— Idę — wyrzekła doń, jakby przez sen.
Chciał coś powiedzieć, ale strach go dusił.
Podeszła do drzwi wejściowych.
Wtedy się zerwał.
— Dokąd? — wykrztusił z trudem.
Obróciła się i jej wielkie, zagadkowe oczy przez chwilę wpiły się w niego.