Stanęła jak oniemiała, a wielkie łzy spływają po jej twarzy.
„Czy to prawda, czy to prawda” — szepcze jakby we śnie i nagle puszcza się w bieg, aby zbliżyć się do niego, aby je objąć.
I tu, przy brzegu, gdzie fale sine przybijają, rzuca się na ziemię i namiętnie zaczyna całować mokry piasek, pianę fal.
„Wracasz, wracasz!” — szepczą i całują ją, obejmują.
Wskakuje w pierwszą łódkę na brzegu i odbija.
I teraz daje się unieść grze fal.
Rzucają ją naprzód coraz głębiej, coraz głębiej w morze, a ona siada na ławeczce i przy każdym podniesieniu się łodzi krzyczy, jak małe dziecko, z radości, a fale całują ją, całują łódź...
„Wróciłaś, wróciłaś” — krzyczy wszystko wkoło.
Zagłębia swe ręce w wodę, by przygłaskać59 fale, by się dotknąć do tej wody wszechogarniającej bez początku, bez końca; jej oczy wpijają się w głąb morza i piją, wchłaniają je w siebie; wyciąga szeroko ramiona, jak gdyby chciała przytulić je do siebie, i jakieś dźwięki nadludzkiej rozkoszy wyrywają się z jej duszy.
Wtem zbliża się do niej jedna duża fala w czepku z białych koronek, jak gdyby chciała jej powiedzieć jakąś tajemnicę. Nachyla się do niej blisko, z rozpromienioną twarzą. Fala z głośnym hukiem rozbija się o łódź, a woda bryzga Aście w twarz.