— Idę — mówi.
— Chodź, chodź, chodź prędzej! My się znamy — wołają coraz błagalniej fale.
Cicho, cicho zstępuje z łodzi do morza.
I teraz jest wśród nich, naprawdę wśród nich. — Liżą jej suknię, docierają do ciała, całują ją...
Wykonywa60 jakieś bezwiedne faliste ruchy.
„Tyś nasza — tyś nasza!”
Przez chwil kilka fale niosą ją.
Nagle staje i wyciąga ramiona, aby je objąć, przycisnąć do siebie.
Wtem rozlega się po morzu głośny, straszny śmiech:
„Tyś nasza, tyś nasza!” — krzyczy całe morze i fale zdradzieckie ciągną ją na dół, coraz niżej, coraz głębiej...