Z niebiosów spada szara zasłona.

Występuje rozpaczliwa symfonia barw.

Krwawo-żółty ogień zapanowuje na długim, wąskim pasie.

Dalej suną się61 kłębiące zielone masy, przelewające się w ciemną, szarą, groźną przestrzeń.

A tam wyżej, gdzieś za tym pasem ognia, zakrólowała wielka, rozwiana postać. Czerwony jej płaszcz zaczyna się przelewać cienką tkaniną na całej przestrzeni, zaczyna ją ogarniać jakimiś krwawymi płomieniami...

I zimno-stalowe morze przybrało nagle barwę szmaragdową.

Fale, przybrane w wielkie korony z piany morskiej, szepczą coraz głośniej...

Coraz więcej62 wyciągają swe białe głowy i wyżej podnoszą się, jak gdyby przygotowując się do wielkiego dzieła.

Każda jakby chciała prześcignąć drugą i coraz wyżej podnosi się...

Jeden wielki akord, brzmiący przez przestwory, jeden grom.