Pokolenie za pokoleniem przychodziło do niego szukać natchnienia i pociechy, spokoju i rezygnacji. Od czasu gdy zaczął pisać swe dzieło, zerwał prawie wszystkie stosunki z przyjaciółmi i znajomymi.
Został mu się tylko jeden towarzysz lat dziecinnych, z którym łączyło go tylko zżycie się i jakaś instynktowna sympatia, nie żaden głęboki, przyjacielski stosunek.
Górski nawet nie wiedział nic o wysłaniu przez Henryka rękopisu i nadziejach, jakie wkładał w swój utwór.
Uczucie jakiegoś etycznego wstydu zabraniało mu odczytać Górskiemu część swego utworu, odkryć mu część duszy.
Tak przeminęły dwa miesiące od czasu wysłania rękopisu.
Pewnego rana przyszła mu myśl, że właściwie — rzecz dziwna, że nie ma jeszcze odpowiedzi, tym bardziej, że nowa nakładowa księgarnia miała mało jeszcze do roboty.
Jakiś półświadomy dreszcz niepokoju po raz pierwszy go przeszył.
Ale zaraz się uspokoił.
— Głupstwo, co tam, w tych dniach musi nadejść odpowiedź.
W ostatnich czasach czuł się w ogóle gorzej.