Doktor zjawiał się teraz codziennie.
Zadawał te same pytania i często wzruszał ramionami.
Życie Henryka widocznie skłaniało się ku końcowi.
Coraz silniejsze miewał ataki bólu, które go coraz dłużej męczyły.
Ale mało go to obchodziło.
W ostatnich czasach oczy, zapatrzone w jakąś dal, nabierały jakiegoś gorączkowego blasku.
Ciągle nie było odpowiedzi.
Prawie już trzy miesiące upłynęły od chwili wysłania rękopisu.
Nie chciał, nie mógł wierzyć, że to zły znak.
Nie chciał pozwolić rozwinąć się temu gryzącemu zwątpieniu, które drzemało w tajnym zakątku jego duszy.