Górski znalazł go w silnej gorączce.
Henryk mówił ciągle o jakichś niezrozumiałych rzeczach, o jakimś krwawym sercu, o ludziach, czołem przed nim bijących...
Wkrótce zupełnie stracił przytomność.
Górski pozostał przy nim.
Usiadł w fotelu przy łóżku i jął przypatrywać się spokojnemu pozornie oddechowi.
Lecz wkrótce zamknął zmęczone oczy, jak sam sobie wytłumaczył, tylko dlatego, że go światło raziło i — zasnął.
Po kilku godzinach obudził go jakiś głośny, straszny krzyk.
Podskoczył gwałtownie i zaspanymi oczami obejrzał się wkoło.
Chory krzyknął drugi raz przeciągłym głosem. Górski nachylił się, by lepiej usłyszeć, o co mu chodzi.
I teraz z piersi chorego wyrwał się jęk boleści: „Stratowali serce, stratowali!”.