Zaczął czytać...
Wielki krzyk śmiertelnie zranionego zwierzęcia wyrwał się z jego piersi.
Gwałtownym ruchem odrzucił papier daleko.
— Nie przyjęli...
Gdy Górski wrócił, znalazł przyjaciela z męczeńską, jakby zapadłą twarzą i zapadłymi oczyma.
Przestraszony złapał Henryka za rękę.
Była ciepła i puls bił regularnie, ale bardzo słabo.
— Co ci? Henryku — rzekł, nachylając się nad nim.
Ale on milczał.
Szklany wzrok jego martwych oczu nawet nie skierował się na przyjaciela.