Milczał.
I przez pozostałe mu kilka godzin życia nikt już nie usłyszał jego głosu.
W tamtej chwili umarł.
A jednak
— Może się jednak jeszcze napijesz?...
— Nie, nie — poruszył głową i znów się opuścił w poduszki.
Ona odeszła od łóżka i z głębokim, z cichym westchnieniem postawiła szklankę na stole. Potem wróciła do chorego.
Usiadła na niskim łóżku i wzięła jego rękę w swoje dłonie.
On leżał ciągle spokojnie i obojętnie przyjmował jej pieszczoty.
Oczy miał zamknięte i dziwny, nieruchomy spokój panował na jego pożółkłej od choroby twarzy.