Dostał znów ataku swego śmiertelnego bólu.
Podbiegła do niego, dała mu lekarstwa i zrobiła zimny okład...
Bezsilny teraz zupełnie leżał w poduszkach z oczyma zamkniętymi, z rękoma bezwładnie opuszczonymi na kołdrę.
Długo siedziała obok niego milcząca.
Patrzyła się teraz zupełnie obco, nieprzytomnie na niego.
Wydało jej się wszystko tak nieprawdopodobne, dalekie.
Zupełnie zimno i obiektywnie przypatrywała się teraz jego głębokim sińcom pod oczami i zauważyła zupełnie obojętnie, że już jest podobny do trupa.
Nagle wróciła jej świadomość.
— Ja chyba zwariuję, chyba zwariuję! — szepnęła i złapała się za swoją ciężką jak kamień głowę.
Wtem chory otworzył oczy.