— Marto! — zaszeptał ledwie dosłyszalnie. — Chodź tu!
Zbliżyła się do jego twarzy.
— Jeszcze bliżej! — Tak, tak!...
Teraz podniósł się trochę na swoim łożu i tym samym głosem szepnął:
— Marto, słuchaj! — Tu odepchnął ją od siebie i wybuchnął przeciągłym płaczem.
— Ja nie chcę umrzeć, nie chcę umrzeć! — krzyczał nieprzytomny.
Całowała jego włosy, jego ręce, milcząc ze strasznego wzruszenia, i łzy ich rozpaczne mieszały się.
Znów opadł, jakby martwy, na poduszki.
Teraz otworzył szeroko oczy, złapał ją za ręce.
— Marto — wyrzekł ochrypłym głosem, wpijając swoje palce w jej rękę — Marto, powiedz, że to nieprawda!...