— A nasze dzieło tylu walk duchowych? — szepnęła duszącym się głosem.
Wykonał niecierpliwy ruch ręką, jakby chcąc odpędzić tamtą myśl.
— Nieprawda — szepnął — nieprawda?
I teraz pełnym błagalnym wzrokiem spojrzał na nią:
— Zlituj się, powiedz, że nieprawda.
— Nieprawda, nieprawda! — krzyknęła nieprzytomna, rzucając się ze strasznym łkaniem na niego, tuląc go do siebie w kurczowym uścisku. — Nieprawda, nieprawda!...
Wszedł doktor.
I teraz chory jakimś błędnym, a jednak niespokojnym wzrokiem, spojrzał na niego.
— Doktorze — wyciągnął rękę błagalnym ruchem do niego — prawda, żem kłamał przez życie — że — będę żył po śmierci...
— Ale co znowu o takich rzeczach myśleć — powiedział doktor, nachylając się nad chorym, wziąwszy go za puls.