Chory gwałtownym ruchem odepchnął jego rękę.
Doktor spojrzał jeszcze raz na niego, wzruszył ramionami i wyszedł.
Nie miał już tu nic do roboty.
Chory nagle gwałtownym ruchem odepchnął Martę od siebie i straszne rzężenie wyrwało się z jego piersi.
Zaczęła się agonia.
Śmierć
Szedł nad brzegiem rzeki, oświetlonej blaskiem umierającego słońca.
Głowę podniósł do góry, ręce włożył do kieszeni i szedł tak wolnym, bujającym krokiem.
Lekki, letni wiaterek igrał jego włosami i rozwiewał je na kształt długich, złotawych pasm...
Szedł przed siebie zamyślony.