Westchnął głęboko.

Potem nagle gwałtownie odepchnął drzwi.

Wszedł do ciemnej zupełnie pracowni.

Chciał przecisnąć się, jak złodziej, koło swego dzieła i po ciemku rzucić się na tapczan, służący mu za łóżko, wcisnąć swe oczy w poduszkę, aby jej nie widzieć więcej.

Zamknął ostrożnie drzwi i cicho, na palcach, jak gdyby nie chcąc jej zbudzić ze snu, zbliżył się do swego łoża. Ciężko opuścił się na nie.

Zamknął oczy i ukrył twarz w poduszkę...

Ale teraz ona cicho, cichutko wstała i posuwając się naprzód na palcach zbliżyła się do niego, i usiadła przy nim na tapczanie tuż, tuż przy głowie.

Wolnym ruchem podniosła rękę i, wpatrując się w niego swym złym, szyderczym wzrokiem, rozszerzyła palce, by lepiej wpić się w jego ciało...

Teraz zbliżyła je do szyi.

Uczuł jej dotknięcie zimne, śliskie...