Poleciał do przyjaciela lat dziecinnych i poprosił go zająć się71 oddaniem jego pracy na konkurs akademii, tylko w celu uwolnienia się od jej obecności.
Sam na kilka dni, potrzebnych na przygotowanie, przeniósł się do zaprzyjaźnionej z nim rodziny, zamieszkałej w tym samym mieście...
Od tego czasu przeszło dziesięć dni.
Konkurs się odbył z doskonałym rezultatem dla niego.
Ale jeden blady uśmiech zaledwie na wieść o nagrodzie przesunął się po jego twarzy, aby znów zaniknąć w wielkim, głuchym milczeniu.
Ciągle jeszcze mieszkał u swoich znajomych, bał się wrócić do pracowni, przypominającej mu śmierć.
I teraz szedł z głową podniesioną w górę i wsłuchiwał się w ciche szemranie wody, a oczy ścigały kąpiące się w złocie obłoki.
Wolno i majestatycznie spuszczała się złota kula słońca ku zachodowi.
Stanął na chwilę, by wchłonąć w siebie ten smutny nastrój wieczorny.
Nagle usłyszał nad uchem leciutki jak powiew wiatru, ironiczny śmiech.