Poznał go doskonale.
Tchnął on melodią śmierci.
Pośpiesznie wrócił do domu.
Od czasu, gdy ją po raz pierwszy zobaczył, chodził jak senny, półprzytomny.
Nieraz z jego piersi wyrywał się jakiś długi, spazmatyczny śmiech.
Przestraszonymi oczyma patrzyli nań przyjaciele, którzy go znali od dawna.
Zdziwiony ich wzrok pytał w zakłopotaniu:
— Co ci jest, co ci się stało?
On nie odpowiadał.
Nie byliby72 go zrozumieli.