A jej piekielnie szyderczy wzrok przeszywa jego ciało, jego kości...
Teraz zbliżył się jeszcze bardziej do niej. W jego oczach iskrzy się błysk zwierzęcej, niespętanej nienawiści.
Jest w nim coś ze wzroku pantery, rzucającej się na swą ofiarę.
— Twój na wieki! — syczy przez zęby i wybucha nagle triumfującym śmiechem. — Ha, ha, ha! A to masz!
I gwałtownym ruchem jego pięść uderzyła w rzeźbę, która pada z głuchym łoskotem, rozpadając się na białe, martwe kawały, które rozlatują się po ciemnej podłodze.
Stoi i patrzy nieprzytomnym wzrokiem na swoje dzieło. Nie może pojąć, co uczynił.
Ręce sztywno zawisły w powietrzu.
Głęboko westchnął i siada na ziemi przy swoim zniszczonym dziele.
Patrzy tępo na ruiny.
Nagle się wzdrygnął.