Rozmawiała z nimi, nie zwracając na niego uwagi.

Zimno było.

Szedł cicho ze spuszczoną głową i drżał w oczekiwaniu chwili, gdy ją przestanie widzieć, gdy dojdą do jej mieszkania.

Przechodzili przez wąską uliczkę. Szedł przez chwilę za nią i całował jej wąski, długi cień oczyma.

Był rozgorączkowany. Czuł się dziwnie podniecony; nagle przenikliwy chłód przeszył jego ciało i utkwił gdzieś w piersi. I teraz dostał jednego ze swoich męczących, szkaradnych ataków kaszlu. Starał się całą energią stłumić go, gdyż bał się, że w jej oczach wyda się śmieszny.

Ale na próżno. Coraz bardziej dusił go stary tyran.

Wreszcie się uspokoił.

Wtedy ona odwróciła się do niego i drgającym od współczucia głosem zapytała:

— Czy panu zimno albo może za prędko idziemy?

A on spojrzał na nią wzrokiem tak bezgranicznej wdzięczności za tę uwagę, że musiała pomimo woli spuścić swoje źrenice.