I teraz zaczął rozmawiać.
Mówił jej o swoich zamiarach, o swojej przeszłości, o sobie samym; mówił o rzeczach, o których mógłby z każdym rozmawiać, ale w jego głosie brzmiała nuta tak serdeczna, tak miękka, a tkliwa, że musiała jej mówić, czym ona była dla niego.
Odpowiadała mu krótko, lecz przyjaźnie.
Wspomniał jej o jakiejś książce. Nie znała jej.
Czy chciała ją poznać? Owszem. Czy może ją jutro przynieść? A kiedy ją może zastać w domu? Ależ to wszystko jedno, niech zostawi u portiera w razie jej nieobecności.
Podeszli do dużego szarego domu.
— O! Jestem, do widzenia. Dziękuję!
Zadzwoniła. Otworzono drzwi — znikła.
Patrzył jeszcze jak zahipnotyzowany w te drzwi, które się tylko co za nią zamknęły.
— No, chodźmy dalej! — usłyszał jakiś głos.