Francuz w drugim kącie oglądał fotografię.
Poszła kilka kroków naprzód, ale nagle zatrzymała się, opamiętała się, że już nic więcej zrobić nie może.
Wtedy on jeszcze raz zawrócił i zbliżył się do niej blisko, zupełnie blisko.
Usta jego drżały, a oczy miał obłąkanego.
I nachylił się do jej ucha blisko, blisko.
Zamknęła oczy, drżąc z wielkiego strachu.
— Ty, ty... — szepnął.
Przerwał. Głos mu się załamał.
Straszny śmiech czy płacz?
Otworzyła oczy — już go nie było.