— Ale tobie nigdy nie wolno już tak mówić — szlochała matka i nagle, zerwawszy się i wziąwszy Halinkę za ręce — Nigdy, rozumiesz, nie wolno ci — ty moje jedyne! — gwałtownie dodała.

Pieściła ją i głaskała, uspokajając się powoli.

Nagle się zerwała: stary zegar ścienny wybił sześć razy.

Przed przestraszonymi oczyma jej stanął teatr, stanęła scena.

Dziecko zrozumiało to nagłe zerwanie się matki.

Spojrzało ono teraz na nią wzrokiem pełnym niemego wyrzutu, a jednak usta wyrzekły automatycznie:

— Niech mamusia idzie, ja się zostanę29.

Ze smutnym zmęczeniem zamknęła oczy.

Matka stała niezdecydowana.

Nie pójść teraz do teatru — to ruina, to klęska, wprost nieszczęście. Nikt już teraz za nią roli objąć nie może, innej sztuki wystawić niepodobna, bo jest za późno. Byłaby to straszna strata dla dyrektora, który by naturalnie natychmiast zerwał z nią.