— Więc nic mi pan nie powie?

— Ależ pani!

— No, wiem, już wiem, do widzenia!

Odwróciła się do ściany.

Przez chwilę doktor stał jeszcze na progu, jak gdyby chciał coś powiedzieć, potem z lekka wzruszył ramionami i wyszedł.

Została sama.

Sama w tej atmosferze niewysłowionego smutku, sama ze swymi myślami.

Oczy jej ślizgały się nieświadomie po ścianach pokoju.

Dość duży był to pokój, służący zarazem za mieszkanie i za pracownię.

Dziwnie dobrze, dziwnie ciepło było w nim. Wszystko było indywidualne, cała ta harmonia wytworzona była przez prawdziwie artystyczne poczucie.