— A to zuch dziewczyna! Widzisz dziecko, matka twoja — to wielka artystka, zobaczysz...
— Nie zobaczę — westchnęło dziecko niedosłyszalnie i znów opadło na kanapę.
Ona się nagle zerwała.
— Idę, dyrektorze — rzekła drżącym ze wzruszenia głosem o wzroku rozgorączkowanym. — Będę grała, och, tak bosko grała...
Ale znów się zwróciła do Halinki.
— A ty złotko moje, ty?...
— Mnie nic — wymuszony uśmiech przesunął się po twarzy dziewczynki. — Niech mamusia tylko idzie; jutro mi wszystko opowie. — I ledwie dosłyszalnym głosem dodała — Ja nie przeszkadzam.
A gdy wchodowe34 drzwi zamknęły się za matką i dyrektorem i wkoło niej zapanowała głucha cisza, wtedy zarzuciła rączki na twarz i wybuchła głośnym płaczem.
W teatrze straszny zgiełk. Wszyscy zaniepokojeni ciągłą jeszcze nieobecnością bohaterki. Reżyser chodzi po scenie jak dziki zwierz po klatce. Koledzy opóźnienie się „Leny” delikatnymi swymi komentarzami obdarzają.
— A, a, nareszcie!