Wchodzi ona z dyrektorem. Zewsząd ją otaczają, machinalnie, naprędce odpowiada, uśmiecha się, na lewo i na prawo uściski rąk...
Nareszcie jest w garderobie.
W pół godziny sama nie wie, jak jest ubrana i uczesana.
Stoi za płóciennymi drzwiami kulisy i wyczekuje z głośno bijącym sercem znaku.
Coraz mocniej zaciska ręce, coraz bardziej zęby jej wpijają się w dolną wargę, a oczy szeroko rozwarte wlepia w ścianę sceniczną przed sobą — jeden wielki strach zapanował nad jej duszą.
Dziś się rozstrzygnie, dziś się rozstrzygnie.
Coraz bardziej się zbliża chwila jej występu. Teraz zaraz, zaraz...
Inspicjent35 daje znak.
Wchodzi machinalnie, nieprzytomnie...
W pierwszej chwili jest tak oszołomiona, że widzi przed sobą tylko jedną wielką przepaść czarną, a nad tą przepaścią rząd jakichś jaskrawych świateł.