Odrętwienie takie trwa jeden moment zaledwie. Potem jakby prąd elektryczny przeszywa całe jej ciało.

„Do dzieła!” — woła coś w niej i na oślep rzuca się w wir falujących uczuć swej bohaterki.

Gra, gra całą duszą, z całym zrozumieniem.

Oklaski entuzjastyczne.

Wychodzi oszołomiona z głową spuszczoną.

Kilka słów powinszowań; sama nie wie od kogo odebranych — i znów się znajduje w swojej garderobie.

Ze wzrokiem rozgorączkowanym staje przed lustrem, pudruje się, przypatruje się sobie na pół nieprzytomnie i machinalnie uśmiecha się na komplementy garderobianej pomagającej jej przebierać się.

Ma w swojej duszy jakąś cudną, daleką melodię i jakby przez jakąś mglistą zasłonę widzi i słyszy świat ją otaczający...

Akt drugi przechodzi tak jak pierwszy.

Zaczyna się akt trzeci.