Podniosła się trochę, opierając się jedną ręką o poduszkę. Wzrok jej gonił znów po ścianach, jakby tam chciał odszukać coś znajomego, coś bliskiego.
Ale wszystko było zimne, obce.
Od tego wszystkiego wiało, jak gdyby od czegoś umarłego, pochowanego na zawsze.
Założyła ręce za głowę i utkwiła wzrok w jakiś punkt w ścianie.
Leżała tak kilka minut zupełnie spokojnie.
Czuła się tak wyczerpana, tak skrzywdzona, osamotniona, że była gotowa rozpłakać się jak małe dziecko.
Było jej czegoś tak tęskno, tęskno...
Nagle nerwowo spuściła nogi na podłogę. Chciała wstać, chciała chodzić, chciała się poruszyć, aby się pozbyć tego spleenu8.
Ale nie miała energii.
Usiadła więc znów na dawnym miejscu i ukryła twarz w rękach.