— Halinko! — zawołała, nachyliwszy się nad dzieckiem. — Halinko, ty dziecko ty moje! — Łzy grały w jej głosie, wzięła przezroczyste rączki dziecka i pokrywała je pocałunkami.
Dziewczynka zwróciła się cała do niej i utkwiła w nią szeroko otwarte oczy.
W tych oczach ze straszną wyrazistością czytała pytanie groźne, pełne zwątpienia:
„A gdybym ja umarła, czyby mamusia bardzo płakała?”
Nie mogła znieść tego wzroku.
Nachyliła się nad dziewczynką, ukryła twarz na jej piersi. Ta zaczęła ją głaskać po włosach i bezbrzeżnie smutny uśmiech wystąpił na jej twarz.
— Tak, tak, mamusiu moja — powtarzała kilkakrotnie monotonnym, strasznie smutnym głosem — tak, tak...
Na drugi dzień stało się...
Siedziała w sali i przeglądała nową rolę, którą jej dzisiaj wręczył dyrektor: była to Nora.
Znała ją od dawna i już kiedyś na prowincji marzyła o odtworzeniu tej wielkiej postaci kobiecej, a teraz miała ją przed sobą, miała ją przeżyć, odtworzyć.