Doszła akurat do aktu trzeciego, przełomowego, sceny z Robertem.

Widziała siebie w tej scenie, słuchającą z szeroko otwartymi oczyma, jak gdyby patrzyła w jakąś przepaść bezdenną, strasznych słów Roberta.

Nagle — „Mamo, mamo! O, o, o!” — usłyszała głos pełen strasznego bólu, potem głuchy łoskot jakby czegoś ciężkiego padającego na ziemię. Potem cisza zupełna.

Zerwała się i drżąca cała, oblana zimnym potem, podeszła do drzwi.

Nagle stanęła — nie miała odwagi wejść, strasznie się bała czegoś okropnego.

Coś dusić ją zaczęło, chwyciła się za krzesło, żeby nie upaść i kurczowo wpijała się jej ręka w miękką poręcz... Wreszcie oprzytomniała, ręka powoli opuściła krzesło i automatycznie, z szeroko otwartymi oczami, zacisnąwszy ręce w pięść, posunęła się w stronę dziecka.

Na podłodze leżała Halinka bez życia.

— Halo40 — rzekła głosem drżącym, nie śmiąc zbliżyć się — Halo!...

Żadnej odpowiedzi.

— Halo! — powtórzyła nieswoim głosem, dusząc się ze strachu.