— Nie znalazłem.
— Nie wiedziałeś, gdzie mieszka?
— Nie wiedziałem. Siostra moja wiedziała, ale ba!... Ilem razy spytał ją o adres pięknej wdowy, odpowiadała mi zawsze: „Czemu ty, Olesiu, do biura nie idziesz?”.
Kobieta parsknęła śmiechem.
— Siostra pana musi być okropnie poważną osobą! — zawołała.
Mężczyzna nie zaśmiał się tym razem ani westchnął.
— Nie mówmy o siostrze mojej, panno Julio — rzekł głosem, w którym brzmiała pewna stanowczość. — Oto lepiej posłuchaj dalszego ciągu dramatu mojego życia. Ach! Był to dramat... Wyobraź sobie, że dnia tego spotkawszy na ulicy pannę Malwinę X., ukłoniłem się jej tylko z daleka, koło drzwi Stępkosia przeszedłem ze schyloną głową i z westchnieniem w piersi ujrzałem na afiszu Piękną Helenę, i nie poszedłem do teatru, słowem, pogrążony zostałem w rozpacz tak ponurą, że gdyby mię poczciwy Bolek nie zaprowadził nazajutrz do pewnego mieszkania przy ulicy Królewskiej, gdzie ujrzałem najpiękniejszą z bogiń ziemskich...
— O, o! — na wpół ze śmiechem, na wpół z zalotnym oburzeniem przerwała kobieta. — Bez komplementów tylko, bez komplementów.
— Byłbym już dotąd — ciągnął mężczyzna — byłbym już dotąd... znalazł tę, która znikła sprzed oczu moich.
— I której pan nie szukałeś więcej...