Właścicielka magazynu, usłyszawszy słowa te, nie wy­dawała się wcale zdziwiona ani zmieszana, nie zmieniła wyrazu twarzy pełnego uprzejmości i współczucia. Przez chwilę stała w milczeniu, namyślając się, potem wskazała ręką na drzwi przyległego pokoju i bardzo grzecznie rzekła:

— Chciej pani wejść do pracowni; będziemy tam mogły wygodniej pomówić o interesie.

Pracownia przytykająca do magazynu zawierała się w dość dużej sali, w której przy stole pod oknami umiesz­czonym, mnóstwem wstążek, koronek, piór, kwiatów i kawałków materii zarzuconym, siedziały trzy młode kobiety sporządzające kapelusze, stroiki na głowę i ozdoby do su­kien delikatnego odrobienia wymagające. W głębi sali rozlegał się turkot dwóch maszyn do szycia, nad którymi pochylały się także dwie postacie kobiece, pośrodku zaś stał stół cały okryty tablicami kroju i wielkimi kawałami sukien, płócien, batystów, muślinów, pośród których błyszczały stalowe nożyce, w ołów oprawne kredki i ołów­ki. Wszystkie kobiety znajdujące się w pracowni pilnie zajęte były swymi robotami, jedna z nich tylko przy wej­ściu Marty podniosła głowę znad maszyny, popatrzała na wchodzącą i spotkawszy się z jej wejrzeniem oddała jej grzeczny ukłon.

Właścicielka magazynu wskazała Marcie krzesło, przy jednym ze stołów umieszczone, po czym zwróciła się do młodej panny, która w tej chwili właśnie przypinała bo­gate strusie pióro do aksamitnego kapelusza.

— Panno Bronisławo! — rzekła. — Pani ta życzy sobie pracować u nas. Zdaje mi się, że okoliczności składają się bardzo szczęśliwie. Wczoraj właśnie mówiłyśmy z panią, że jedna jeszcze para rąk byłaby nam bardzo użyteczna.

Panna w ten sposób wezwana i widocznie pomiędzy pracownicami magazynu pierwsze miejsce zajmująca po­wstała i zbliżyła się do stołu.

— Tak, pani — rzekła — od oddalenia się panny Leontyny jedna z maszyn pozostaje bezczynna. Panna Klara i panna Krystyna nie mogą wydołać szyciu. Mnie także nie sposób71 zająć się krojem tyle, ile trzeba, ponieważ mu­szę dyrygować wyrabianiem kapeluszy. Robota opóźnia się, zamówienia nie spełniają się we właściwej porze.

— Masz pani zupełną słuszność — po chwili namysłu odpowiedziała właścicielka sklepu. — Myślałam już o tym sama. A ponieważ pani Świcka przybyła tu z chęcią pra­cowania u nas, zdaje mi się, iż nic nie przeszkadza, abym mogła spełnić życzenie osoby, która w innej porze była na nas łaskawa.

Panna Bronisława skłoniła się grzecznie.

— Zapewne — rzekła — jeżeli tylko pani zna się na kroju...