— Nie jeszcze. Urodziło się przed tygodniem.
— A przyjmiecie mnie za matkę chrzestną?
Tu Ignacy znowu poniósł do ust rączkę swojéj pani.
— A teraz — rzekła ona — idź spać, mój poczciwy stary; musiałeś się dość namęczyć, przygotowując wszystko na moje przyjęcie. Już tu przy herbacie Marylka mi posłuży.
Skinęła z uśmiechem głową i odeszła, a Ignacy zniknął za opuszczoną portyerą.
W jadalnéj sali spotkało go dwóch nowoprzyjętych na służbę lokajów.
— Cóż tam pani? — spytali kamerdynera — w dobrym humorze przyjechała, co?
— Niech ją Bóg błogosławi! — odpowiedział stary, któremu się w oczach łzy kręciły — to anioł!
W godzinę potém, Marylka wynosiła ze wschodniego gabinetu srebrny przybór, z którego pani jéj piła herbatę, i zapalała w sypialni alabastrową lampę.
— Idź spać — rzekła do niéj Klotylda — rozbiorę się i położę sama.