— Jam także w tym samym miesiącu przyjechała tam ze wsi.

Lucyan pomyślał, że właśnie w Październiku widział kobietę, płaczącą w kościelnéj kaplicy; Klotylda przypomniała sobie, że właśnie w Październiku widziała w kaplicy młodego człowieka, do którego Lucyan był niezmiernie podobny.

— Jakie piękne posągi! — rzekł młody doktor po chwili, wskazując na marmurowe postacie, stojące naprzeciw ganku pod jodłami. — Przywodzą mi one na myśl jedno z najlepszych dzieł sztuki, jakie posiada Warszawa, posąg złożonego w grobie Chrystusa, w kaplicy kościoła Karmelitów.

Mówiąc to, patrzył badawczo na Klotyldę.

— W kościele Karmelitów? O! widziałam, widziałam nieraz; lubię tam się modlić — odpowiedziała Klotylda.

Spostrzegła badawcze spojrzenie Lucyana i przezroczysty rumieniec przebiegł po twarzy jéj i czole.

Spuściła oczy, niby poprawiając fałdy swojéj sukni, i pomyślała:

— Tak, to on tam był!

A Lucyan, spostrzegłszy jéj rumieniec i lekkie zmieszanie, pomyślał również:

— Tak, to ona tam była!