— Do pacyentki jedź, ale u pani Warskiéj nie bywaj. Syrena cię już oczarowała.

Po czole Lucyana przesunęła się chmura niezadowolenia; miał coś odpowiedziéć, ale ksiądz mu przerwał.

— Słuchaj, Lucyanie, nie gniewaj się za to, co ci mówię. Sam młodość miałem burzliwą i wiem, jakie męki przynosi szlachetnemu sercu uczucie, nie w porę powzięte, albo niewłaściwie skierowane. Dziś jestem kapłanem; serce moje, moja wyobraźnia, ukołysały się u stopni ołtarza; duch mój uspokoił się myślą o życiu lepszém, niż ziemskie. Ale pamięć przebytych bólów została i boję się ich dla ciebie, Lucyanie, bom twój przyjaciel, bo nie chcę, aby szlachetne twoje serce zmęczyło się bezowocnemi i krwawemi walkami. I dlatego ostrzegam cię: z ogniem nie igraj, bo dla ciebie to niebezpieczne. Znam trochę panią Warską i wiele o niéj słyszałem. Mnóztwo ludzi ją kochało, a ona nikogo. Jest to jedna z tych kobiet, które grają na świecie rolę rusałek: pociągają za sobą ludzi, a potém ich topią. Zastanów się i badaj siebie. Jeżeli zgubne wrażenie wpadło już w piersi twoje, broń się póki czas, nie jedź tam, unikaj jéj, bo z naturą swoją będziesz musiał potém wiele cierpiéć...

Lucyan słuchał księdza w milczeniu, chodząc po pokoju. Po chwili rzekł:

— Zobaczymy! Tymczasem dobranoc ci, księże Stanisławie, bo już jest późno, a moje poczciwe matczysko pewnie swoim zyczajem na mnie czeka. A pojedź, proszę cię, do Jodłowéj, bo mi ten Mieczek na sercu leży.

W kilka chwil potém, w oknie Lucyana błysnęło światło, a on, z czołem na dłoni opartém, usiadł przy swojém biurku. Przed nim leżała mirtowa gałązka.

W bawialnym pokoju kukawka zegaru odzywała się donośnie, oznajmując piérwszą i drugą godzinę po północy, a młody doktor siedział jeszcze, nieruchomy, wpatrzony w siebie. Powstał nareszcie i rzekł:

— Tak, to szaleństwo, to gra niebezpieczna! Nie będę już u niéj wcale, a przynajmniéj nie prędko.

Mówiąc to, wziął w rękę gałązkę, popatrzył na nią przez chwilę ze smutnym uśmiechem, potém oberwał jéj drobne listki i ogołoconą łodygę daleko od siebie odrzucił.

— Był to sen piękny, ale tylko sen, o którym zapomniéć trzeba... — rzekł do siebie.