Ale Lucyan nie spojrzał nawet na dziewicze grono, lecz podszedł do stojącego we drzwiach drugiego pokoju księdza Stanisława i, ściskając ręce proboszcza, winszował mu imienin.
Potém zwrócił się do matki, a całując jéj rękę z miłością, spojrzał w jéj twarz i rzekł:
— Moja droga mateczka, pewno swoim zwyczajem, niepokoiła się o mnie.
— Żebyś się ty nie zaraził tylko tym tyfusem — odrzekła Dolewska, całując czoło syna.
— O, zdrów jestem, jak nigdy! — odpowiedział Lucyan i zwróciwszy się ku Klotyldzie, podał jéj rękę na powitanie.
— Co to za in-dy-wi-du-um? — spytał pan Rodryg Barszcza.
— To doktor — odszepnął totumfacki.
— Aha! fel-czer!
— Nie, doktor.
— To wszystko jedno.