— Że ty, moje dziecko, kochasz się w pani Warskiéj.

— I cóż ztąd, że ludzie o tém mówią? — spytał Lucyan po krótkim namyśle, w czasie którego wzruszenie odbiło się na jego twarzy.

— Nic, nic, moje dziecko, — żywo odparła Dolewska, spostrzegłszy zmianę w twarzy syna i drżąc na myśl, że mu sprawiła przykrość. — Ale widzisz, jabym chciała wiedziéć... czy to prawda.

Lucyan wstał, milcząc, przeszedł parę razy przez pokój, a potém, stając przed matką, rzekł stanowczym głosem:

— Ludzie prawdę mówią, moja matko. Ja kocham panią Warską.

Dolewska złożyła ręce, jak do modlitwy, i przez kilka chwil patrzyła na syna, milcząc.

— I cóż z tego będzie? — spytała cicho.

— Nie wiem, — odpowiedział Lucyan.

— A onaż, czy ciebie kocha? moje ty dziecko jedyne.

— Nie wiem, matko.