— Och, jak na myśl tę strasznie serce boli! Matko, jam chory bardzo, zatraciłem samego siebie, zatraciłem moje życie, które się tobie należy!... Przebacz, matko moja!...

Ukląkł przed matką, otoczył ją ramionami i głowę położył na jéj piersi.

— Lucyanie — ozwała się po chwili milczenia pani Dolewska — słowa nie pomagają boleści takiéj, jak twoja. I cóż zresztą ja biedna, nieuczona kobieta, powiedziéć ci mogę? Ale spocznij na piersi matki, ona tylko, ona jedna, nigdy cię zawieść nie może. Niechaj łzy moje ochłodzą twoję biedną głowę; niech krzyż święty odżegna od ciebie złego ducha rozpaczy i sprowadzi ku tobie pomoc niebieską.

To mówiąc, drżącą ręką nakreśliła w powietrzu znak krzyża i pochyliła się nad głową syna, a łzy kropliste i obfite spadały z jéj oczu i tonęły w gęstych kędziorach Lucyana.

Gasnąca lampa słabo oświetlała tę smutną grupę, śród głuchego milczenia nocy.

VIII. Urzeczony

Lud ciemny wierzy w czary i gusła, między któremi ważną rolę gra „urok”. Dziecię było piękne i zdrowe... „złe oczy” nań spojrzały.... blednie i umiera — „urzeczone”. Młoda dziewoja rumieniła się krasą wesela i świeżości, aż pozazdrościła jéj czarownica, niemogąca odżałować swoich młodych lat; dziewczę smutnieje, przestaje śmiać się i błyskać oczyma i szybkim krokiem zbliża się do grobu — „urzeczone”. Dziarski parobczak, dzielny w tanach i robocie, był wsi swojéj chwałą i ozdobą; aż zakochała się w nim baba czarodziejka, a nie otrzymując wzajemności, zaszeptała coś nad czarką napoju, którą on niósł do ust, i oto napój ten stał mu się życia potrzebą; porzuca pracę, wyrzeka się miłości i, w trunku tonąc, zwierzęceje — „urzeczony”.

Baje sobie lud gadki rozliczne, bo w prostocie swojéj nie zna istotnych prawd życia, tylko przeczuwa je i ubiera w fantastyczne kształty swéj dziecięcéj wyobraźni. Ale kto badawczo spojrzał w przepaści serc ludzkich i posłuchał odgłosy dramatów, w nich zawartych, ten wié, iż najstraszniejszą czarownicą życia ludzkiego jest boleść. Biedny ten, w kogo ona się wpatrzy wzrokiem swoich „złych oczu”, nad czyją głową zaszepce słowa swojego „uroku”. Ten, jeśli się nie wzniesie ku szczytom bohaterskiego męczeństwa i nie zdobędzie siły olbrzymiéj, zblednie i pochyli się ku ziemi — „urzeczony”.

Trzy tygodnie minęło od dnia, w którym Lucyan Dolewski otrzymał od przyjaciela swego odpowiedź na przesłane mu pytanie.

Lipcowe słońce gorąco i pogodnie przyświecało ziemi, po polach rozlegały się wesołe pieśni żniwiarek, a bujne kłosy, z pod ich sierpów spadając, obiecywały ludziom rok dostatków i obfitości. W ciepłe, gwieździste noce, z pod lasów po łąkach biegły przeciągłe odgłosy trąbek pastuszych i niby jeziora słały się szeroko białe, lekkie mgły. Świat ubrał się w cały majestat piękności i zdawał się powoływać mieszkańców wsi do wesela i radosnego użycia.