— Żeby to tylko nie było nic ważnego.

— O, niéma o czém mówić — rzekł Lucjan i dodał: — Nie zatrzymuję cię, Cypryanie, bo wiem, że ci pilno być musi. Spodziewam się, że mnie odwiedzisz.

— Niezawodnie.

— Życzę ci szczęścia... kłaniaj się ode mnie pani... pani Warskiéj — dokończył z wysileniem.

Po chwili koczyk, unoszony szóstką koni, żywo mknął ku Jodłowéj, a Lucyan, stojąc na ganku stacyi, patrzył na unoszące się za nim kłęby kurzawy. Dziwny uśmiech przebiegał mu usta i okrywał twarz całą gorzkim wyrazem.

Gdy powóz Cypryana zniknął mu już całkiem z oczu, z wysileniem oderwał wzrok od drogi, na którą patrzył, i zwrócił się do miasteczka.

W godzinę potem wyjeżdżał konno z domu, kierując się powoli szeroką drogą w stronę... Jodłowéj. Odjechawszy wiorst parę, zwrócił gniadosza i prędzéj już pojechał ku Wałkom, majątkowi Rzepowéj i jéj chorego brata.

Zmrok zaczynał zapadać, okrywając miasteczko N., a w niém cichą plebanią, mieszkanie księdza Stanisława.

Przed niewielkim domem proboszcza, dziedziniec zasłany był gładką murawą; śród niéj rosło kilka pięknych drzew akacji, rzuconych po równym trawniku. Od bramy, otwierającéj nizki płot drewniany, ku gankowi, opartemu na czterech nizkich słupach, biegła wązka wydeptana ścieżka. Okna domu były otwarte, a pod niemi na kilku grządkach kwitły powoje i rezeda. Z za domu, po nad dachem, wznosiły się ciemnolistne, rozłożyste dęby, nadając surowe i poważne tło owianemu głębokim spokojem sielskiemu mieszkaniu księdza.

Gdy zmrok zapadać zaczął, przez otwarte okna plebanii dał się słyszéć gwar kilku młodych głosów, i po chwili z sieni domu wybiegło sześciu czy siedmiu chłopaków, z książkami pod pachą i sporemi kawałkami chleba z sérem przy ustach. Rzeźwa gromadka uczniów księdza proboszcza, śmiejąc się i swawoląc wypadła za bramę i rozbiegła się po dziedzińcu, a ksiądz Stanisław stanął w otwartém oknie. Twarz jego, zawsze jednostajnie blada i łagodna, jaśniała głęboką ciszą wewnętrzną; czoło opromienione jasnemi, siwiejącemi włosami, miało gładkość i pogodę, płynącą z zadowolenia po dobrze spędzonym dniu.