— Panie... — zaczął Cypryan.
— Tak — mówił daléj poeta, podnosząc głos i nie zważając, iż potrącali go wychodzący z teatru ludzie — tak, przeczuwam w panu mojego duchowego brata i dla tego nie chcę, abyś pozostał w niewiadomości co do mojego nazwiska. Jestem Pantaleon Kwiatkowski, poeta.
Cypryan ukłonił się lekko.
— A idąc za przykładem dawnego wieszcza naszego, Acerna, który nieśmiertelne imię swoje wziął z państwa roślinnego, nazwałem siebie: Convalius Convaliorum.
— Asinus Asinorum — szepnął Cypryan do Lucyana.
— To imię znajdziesz, bracie duchowy, na piérwszéj karcie każdego z utworów moich. Mieszkam przy ulicy Ptasiéj, w domu N.
Cypryan ukłonił się znowu w milczeniu.
— Teraz ty, bracie duchowy, powiedz mi swoje doczesne zwanie i kędy obrałeś sobie siedlisko, abym mógł przybywać niekiedy w progi twoje i zasilać cię owocami swojego ducha.
— A to plaga! — szepnął znowu Cypryan do przyjaciela i głośno dodał: — Jestem Karłowski, mieszkania stałego nie mam, bom przed chwilą dopiéro przyjechał do Warszawy.
— A więc nawiedź kiedy moje progi, abym ci mógł ukazać wszystkie moje skarby.