Znajomy wskazał mu miejsce „tego”, co nosiło barbarzyńską nazwę i poeta poszedł we wskazanym kierunku, szepcąc:
— Ród ludzki biegnie ku swéj zgubie, bo bozka poezya przestała być jego matką-karmicielką...
Kto inny, będąc tak, jak Konwalius, zachwycony wdziękami pani Kameleon, nie okazał-by może podobnéj gorliwości w wyszukaniu młodzieńca, którego ona tak żywo chciała poznać; ale wieszcze, z gatunku Konwaliusów, kochają kobiety, tak jak gwiazdy i kwiaty:
«Jak najcudniejsze z darów przyrodzenia,
Jak najpiękniejsze piękności odcienia.»
Są oni w miłości zwolennikami Platona, bo alboż nie jest najwznioślejszą eteryczna bez wzajemności miłość?
„Alboż prosimy o wzajemność kwiatów, gwiazd albo księżyca?”
I znowu:
«Wszak najsmutniejszém z żebractwa żebractwem,
Jest o wzajemność dla miłości prosić.»