Wkrótce o jéj przejściu przez świat, o jéj pojawieniu się w Jodłowéj, świadczył tylko marmurowy, kędyś z Włoch sprowadzony pomnik, który nad jéj mogiłą stanął na górze, panując całéj okolicy i, niby anioł-stróż, bielą unosząc się śród jodeł ciemnych po-nad domem, mającym być kiedyś domem jéj córki.

Gdy złożono w ziemię martwe zwłoki pięknéj i anielskiéj Hanny, kasztelanic dumał nad jéj mogiłą długo, boleśnie. Co w owéj chwili działo się w sercu i w sumieniu jego, niewiadomo, bo nie zwykł był zwierzać się nikomu na świecie; ale gdy podniósł głowę, długo jakąś ciężką myślą schyloną, słudzy, modlący się na grobie swojéj pani, dojrzeli po raz piérwszy w oku dumnego i hartownego, jak stal, człowieka, drżącą na źrenicach łzę. Stoczyła się ta łza po męzkiém obliczu, a wzrok kasztelanica padł na córkę, która z rozognioną twarzą, z rozwianym włosem, drobnemi rękami obejmowała świéżą mogiłę. Kasztelanic pochwycił dziecię w gwałtowny uścisk i z niém razem ukląkł na grobie, szepcąc niezrozumiałe wyrazy, jakby zmarłéj coś przyrzekał, jakby ją o coś błagał.

Odtąd kasztelanic, nagłym zwrotem, zdarzającym się nieraz u ludzi namiętnych, pokochał córkę z całą gwałtownością swéj wulkanicznéj natury. Pysznił się szybko rozwijającą się bystrością jéj umysłu i wdziękami, wróżącemi wielką piękność; uczył ją sam śpiéwać, rysować, a domownicy dziwili się, widząc, jak nieugięty pan ich posłuszny był nieraz kapryśnéj woli dziecka, jak on, twardy i hartowny, miękko ją pieścił, bawiąc się warkoczami jéj ciemno-kasztanowatych włosów.

— Dziecię — mawiał jéj czasem — tyś niepodobna do matki; ona miała czarne włosy.

Na te słowa dziewczę nachmurzało białą twarzyczkę i wieszało się ojcu na szyję, pytając:

— Czy ty mnie bardzo kochasz, ojcze?

— Dziecko, życie-bym oddał za ciebie.

— I zrobisz wszystko, o co cię poproszę?

— Wszystko — odpowiedział kasztelanic, całując gładkie jak marmur czoło córki.

— Zrób ojcze tak — prosiła — aby matka moja powstała z tego zimnego, brzydkiego grobu, w który ją włożono, i niech potém przypłynie po nas z góry gwiazda złota i zabierze ją, ciebie, mnie i Jodłową całą tam pod błękitne niebo, gdzie nikt nie umiéra i nikomu za umarłymi nie tęskno.