— Ależ suknia! — szepnęła średnia, Antosia.
— Aż szeleści, jak wiatr! — zauważyła najmłodsza, Magdzia.
— Patrz, patrz, jak pięknie idzie!
— Podała ojcu rękę.
— Nie, obiedwie.
— Słyszysz, słyszysz, coś mówi!
— Ot teraz światełko od latarni na twarz jéj padło. A, że piękna, to piękna!
— Jeszcze piękniejsza, niż była w przeszłym roku.
— Ach, ten ojciec, zasłonił ją!
— O, znowu podaje ojcu rękę.