Opuszczają pól swych szlak

Nasi ludzie, ludzie trwóg,

W głuchym trudzie, brnąc po grudzie

W nieskończoność zmrocznych dróg.

Za spódnicą swych macierzy

Dzieci drobnych stadko bieży:

Drżące stadko i beczące

W mroku chmury.

Starców wzrok znużony w mgle

Żegna jeszcze własny kąt