Spał krótko i trwożnie.
Wartownicy, stojący przy bramie, widzieli go o północy, gdy chodził bez celu po łące i jęczał.
Przez dwa dni nie pokazywał się wcale.
Strażnicy myśleli, że ukrył się w wąwozie, gdzie spędzał największą część dnia.
Gdy jednak i na trzeci dzień nie wyszedł na łąkę, posłano żołnierza na zwiady.
Niebezpieczne to było przedsięwzięcie, lecz niezbędne.
Przecież królewicz, żegnając swoich poddanych, powiedział:
— A patrzcie, żeby nic złego nie przydarzyło się memu słoniowi!
Żołnierz z wielką ostrożnością dotarł do wąwozu i zajrzał do niego.
Birary tam nie było.