Czuł się teraz spokojniejszy, a nadzieja zaświtała mu znowu. Znajdzie te kochane istoty, posłyszy ich śmiech wesoły, ujrzy ich roziskrzone oczęta!
Następnej nocy szedł przez dżunglę.
Żeby dojść prędzej, wychodził nawet na drogę.
Unikał tylko spotkania z ludźmi. Mogli go przecież poznać i wyśledzić.
Krył się sprytnie, skradał się bez hałasu i szedł wciąż ku zachodowi.
Dopiero na piąty dzień dotarł do brzegu Tapti i ruszył naprzód kłusem, biegnąc gościńcem.
Przed południem stanął przed chatą Warory.
Cała rodzina z okrzykiem radości otoczyła swego ulubieńca.
Birara witał każdego z osobna, obejmując trąbą i dmąc w twarz.
Poruszał jednak uszami niespokojnie i węszył gwałtownie.