Przekonał się, że siły mu powracają z dniem każdym, lecz że nie mógł jeszcze wzdychać głęboko, co dawniej sprawiało mu taką przyjemność. Ze smutkiem myślał, że nie potrafiłby już zatrąbić donośnie.
Teraz mruczał nawet i chrząkał znacznie ciszej i rzadziej, bo natychmiast zaczynał się kaszel, którego bał się najwięcej.
Razem ze zdrowiem powróciła tęsknota.
Birara pragnął ujrzeć ludzi, posłyszeć ich głos, co przypominałoby mu Amrę, małego, kochanego kornaka, i tego drugiego — w białym ubranku z pasem szkarłatnym.
Niewolnicza dusza oswojonego słonia ciągnęła do ciemiężców i władców.
Obszedł więc wyspę dokoła. Długo patrzył na bieg słońca i niebo, w nocy zaś śledził ruch księżyca.
Zabrało mu to dwa dni, ale za to wszystko już poznał, zrozumiał i zbadał.
Przepłynął jezioro i jął się przedzierać przez dżunglę, kierując się ku północy.
Szedł coraz szybciej, bo dążenie do celu dodawało mu sił.
Zaszedł jednak niespodziewany wypadek.