Birara nie słyszał trąbki samochodowej, zgrzytu jego kół na żwirze i chrzęstu karabinów żołnierzy prezentujących broń.

Uszy miał nastawione, trąbę podwiniętą, oczy otwarte, lecz pozostawał głuchy i ślepy, znużony śmiertelnie, słaby bezmiernie, niemal bezwładny.

Nie poruszył się nawet na odgłos otwieranej bramy i tupotu nóg biegnących ku niemu chłopaków.

Drgnął i potrząsnął głową dopiero wtedy, gdy ciepłe, delikatne dłonie dotknęły trąby jego, piersi i nóg, a radosne głosiki powtarzały jedno tylko słowo:

— Birara! Birara!

Ciemna zasłona spadła mu z oczu i natychmiast obudziły się w nim zmysły.

Wszystkie one krzyknęły naraz:

— Amra! Amra!

Ileż to razy zwodziły go wymarzone zjawy, więc nie wierzył im teraz.

Przymknął oczy i ostrożnie, lecz głęboko wciągnął powietrze.